Aktualności,  Kamienna Góra

Dwa brutalne ataki na 37-latka przy ul. Jedwabnej. Mężczyzna w szpitalu, jego matka boi się o życie. Policja wyjaśnia sprawę

KAMIENNA GÓRA. 37-letni mieszkaniec Kamiennej Góry, który zmaga się z niepełnosprawnością i jest po przebytej ciężkiej chorobie nowotworowej, miał zostać dwukrotnie dotkliwie pobity przez sąsiada. Do zdarzeń miało dojść 12 i 26 września przy ul. Jedwabnej. Mężczyzna doznał poważnych obrażeń twarzoczaszki, wymagających leczenia operacyjnego. Jego matka obawia się o bezpieczeństwo własne i syna, a policja zapewnia, że sprawa jest prowadzona i nie została zlekceważona.

Jak przekazuje kobieta, jej 37-letni syn został dwukrotnie zaatakowany przez młodego sąsiada. Do pobić miało dojść 12 oraz 26 września.

Złamane kości twarzoczaszki. Konieczna rekonstrukcja oczodołu

Mężczyzna, który wcześniej przeszedł ciężką chorobę nowotworową i jest osobą z niepełnosprawnością, doznał poważnych obrażeń.

Z dokumentacji medycznej z 30 września wynika, że u 37-latka rozpoznano złamanie szczękowo-jarzmowo-oczodołowe po prawej stronie, z przemieszczeniem w obrębie oczodołu. Stwierdzono także przemieszczenie w zakresie dolnego brzegu prawego oczodołu.

Ze względu na uszkodzenia i przepuklinę oczodołową lekarze wskazali konieczność przeprowadzenia operacyjnej rekonstrukcji dna prawego oczodołu z wykorzystaniem siatki tytanowej.

37-latek przebywa w szpitalu w Wałbrzychu, gdzie jest poddawany specjalistycznemu leczeniu. Dla człowieka, który ma już za sobą niezwykle trudne doświadczenia związane z chorobą nowotworową, kolejne poważne obrażenia oznaczają dodatkowe obciążenie zdrowotne i konieczność rekonwalescencji.

Matka poszkodowanego: boję się o siebie i syna

Kobieta pozostała w mieszkaniu. Jak twierdzi, sąsiad, którego wskazuje jako sprawcę napaści, zachowuje się wobec niej agresywnie, kieruje pod jej adresem wyzwiska i groźby.

Obawia się nie tylko o własne bezpieczeństwo, ale również o to, co wydarzy się po powrocie syna ze szpitala. Mężczyzna, po przebytym leczeniu, będzie potrzebował spokoju i odpowiednich warunków do rekonwalescencji.

Matka 37-latka nie kryje również rozgoryczenia dotychczasowym przebiegiem sprawy. W jej ocenie reakcja organów ścigania była niewystarczająca. Kobieta utrzymuje, że początkowo jej zgłoszenie nie spotkało się z odpowiednią reakcją, a sytuacja zmieniła się dopiero po podjęciu przez nią interwencji we Wrocławiu.

Policja odpowiada: zawiadomienie zostało przyjęte, czynności trwają

O odniesienie się do zarzutów matki poszkodowanego zwróciliśmy się do Komendy Powiatowej Policji w Kamiennej Górze.

Oficer prasowy mł. asp. Katarzyna Trzepak, zaprzecza, jakoby policjanci odmówili przyjęcia zawiadomienia lub zignorowali sprawę.

Jak wyjaśnia, zgłoszenie zostało przyjęte, a funkcjonariusze prowadzą czynności mające na celu wyjaśnienie okoliczności zdarzeń. Istotnym elementem postępowania jest ustalenie charakteru i stopnia obrażeń odniesionych przez 37-latka.

Policjanci oczekiwali na ustalenia medyczne ze szpitala, ponieważ mają one znaczenie dla prawidłowej kwalifikacji prawnej czynu. W polskim prawie karnym długość i charakter naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia mogą decydować o tym, na podstawie którego przepisu oceniane będzie zdarzenie.

Na obecnym etapie mężczyzna wskazywany jako sprawca napaści nie został zatrzymany ani nie przedstawiono mu zarzutów. Postępowanie pozostaje w toku.

Policja podkreśla jednocześnie, że brak zatrzymania nie oznacza zaniechania działań. Sprawa jest wyjaśniana, a jej dalszy bieg będzie zależał od zgromadzonego materiału dowodowego oraz ustaleń dotyczących obrażeń poszkodowanego.

Policjanci apelują o zgłaszanie każdego zagrożenia

Funkcjonariusze odnoszą się również do obaw matki 37-latka. Apelują, aby w przypadku kolejnych gróźb, agresywnych zachowań sąsiada lub jakichkolwiek sytuacji zagrażających jej bezpieczeństwu niezwłocznie kontaktowała się z policją.

Każde nowe zdarzenie powinno zostać zgłoszone, aby mogło zostać udokumentowane i ocenione przez funkcjonariuszy. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia należy dzwonić pod numer alarmowy 112.

Na rozstrzygnięcia w postępowaniu trzeba jeszcze poczekać. Niezależnie od jego wyniku najpilniejszą kwestią pozostaje bezpieczeństwo 37-latka oraz jego matki, zwłaszcza w perspektywie powrotu mężczyzny ze szpitala.
do tematu wrócimy.
MW
fot: ilustracja AI

Dodaj komentarz

Korzystając poniższego formularza możesz dodać komentarz.

2 + 2 =