MARCISZÓW. Rodzina zmarłej 3 marca mieszkanki gminy Marciszów twierdzi, że podczas organizowania pogrzebu spotkała się z niezrozumiałą dla nich postawą ze strony księdza. Bliscy kobiety mówią wprost, że zostali postawieni przed warunkiem wpłaty nie mniej niż 500 zł na remont kościoła, bez której – jak twierdzą – nie chciano ustalić terminu ceremonii pogrzebowej.
Zmarła kobieta była mieszkanką gminy Marciszów i – jak podkreśla rodzina – osobą wierzącą, która chciała zostać pochowana w obrządku katolickim. Jej śmierć była nagła. Bliscy – dorosła córka i dorosły syn mieszkający obecnie we Wrocławiu oraz schorowany mąż zmarłej i 16-letni syn (mieszkający w Marciszowie), wspólnie zaplanowali pogrzeb na 7 marca, tak aby w uroczystości mogła uczestniczyć rodzina z różnych części Polski.
W tym celu udali się do proboszcza parafii w Marciszowie, by ustalić szczegóły ceremonii.
– Ksiądz powiedział nam, że nie kojarzy naszej mamy i w ogóle nas nie zna – relacjonuje córka zmarłej, Amanda Stępień. – Wyjaśniliśmy, że od lat nie mieszkamy już w Marciszowie, więc to raczej naturalne. Mama jednak tu mieszkała i była osobą wierzącą.
Jak opowiada rodzina, w rozmowie pojawił się wątek kolędy. Proboszcz miał stwierdzić, że był w domu z wizytą duszpasterską, ale nie spotkał zmarłej.
– Powiedzieliśmy, że mogło tak być, bo mama była wtedy w pracy. W domu był jednak nasz 16-letni brat i tata, którzy księdza przyjęli – mówi córka zmarłej.
Według relacji rodziny w czasie wizyty duszpasterskiej miała zostać przekazana informacja o zbiórce pieniędzy wśród parafian na remont kościoła. Kwota, o której mowa, tonie nie mniej niż 500 zł.
– Usłyszeliśmy, że albo wpłacimy 500 zł na remont kościoła, albo nie zostanie ustalony termin pogrzebu – twierdzi Amanda Stępień. – Padły też słowa, że inni ludzie się starają i płacą, a nie są pasożytami.
Rodzina zdecydowała się przekazać pieniądze. Jak relacjonują bliscy zmarłej, gotówkę przyjęła kobieta z rady parafialnej.
– Poprosiliśmy o pokwitowanie, ale usłyszeliśmy, że takich rzeczy się nie wystawia – mówi córka zmarłej.
Bliscy podkreślają jednak, że nie chodzi im o same pieniądze.
– Najbardziej zabolało nas podejście do ludzi w żałobie. Liczyliśmy choć na odrobinę wsparcia, jakieś ludzkie słowo, pytanie czy może w czymś pomóc. Zostaliśmy nagle bez mamy, nasz najmłodszy brat ma 16 lat, tata jest schorowany – mówi Amanda Stępień.
Rodzina pyta dziś, czy taka sytuacja powinna mieć miejsce i czy od duchownego nie należy oczekiwać przede wszystkim wsparcia w tak trudnym momencie.
Próbowaliśmy skontaktować się z proboszczem parafii w Marciszowie, aby poznać jego stanowisko w tej sprawie. Niestety, mimo prób, nie udało nam się z nim porozmawiać – duchowny nie odebrał naszego telefonu.
Jeżeli proboszcz zdecyduje się odnieść do przedstawionych przez rodzinę informacji, opublikujemy jego stanowisko.
mw
ilustracja: AI



